Krajkowo

Przemierzam maleńki skrawek kilkusetletniego lasu, obchodzę powalone olbrzymy, brnę przez mokradła i zalane łąki. Słyszę szczekanie kozła, na rozlewiskach majaczy kilka białych czapli. Głęboki wdech. Czuję wielką więź z tym miejscem, ale jednocześnie czasami odnoszę wrażenie, że jestem nieproszonym gościem. Intruzem. Coś jednak pcha mnie tam i przyciąga. A kiedy już tutaj dotrę, zdarza się, że słyszę szept: stąpaj ostrożnie, bądź cicho, nie płosz, uszanuj, patrz i podziwiaj. Czy takie miejsca potrafią przemawiać? Mam wrażenie, że tak. Czasami jest to konwersacja, czasami monolog. Niektóre pytania pozostają bez odpowiedzi, inne z kolei są tak obszernie omawiane, że muszę na chwilę przystanąć, aby nic mi nie umknęło. Lubię, kiedy jestem zmęczony, zdjąć plecak, usiąść opierając spocone plecy o chropowatą korę drzewa. Wsłuchuję się wtedy w odgłosy lasu. Staram się zrozumieć o czym szumi wiatr w konarach. Obserwuję łagodnie kołysaną trawę, Śledzę zmarszczki na wodzie. Rozmawiam nie wypowiadając ani jednego słowa.